wtorek, 31 grudnia 2013

#2

 Nadal płakałam. Myślałam, że moje życie jest idealne. O mało co nie zostałam zgwałcona...Boję się wyjść z domu... Zawsze współczułam dziewczynom, które przeszły przez ten horror. Chciałabym, aby mnie ktoś przytulił, pocieszył. Jednak narazie mogę sobie tylko pomarzyć i posłuchać kłótni dwóch facetów. Wstałam i nie patrząc na nich, na to, że nie będę ufała ludziom, że boję się wyjść sama, wybiegłam na ulicę. Ani Marcel, ani Wojtek nie zauważyli, że mnie nie ma. Weszłam do taksówki i pojechałam pod blok Gośki. Dopiero za chwilę zorientowałam się, że Wojtek mieszka trzy ulice dalej niż Małgosia. Wpisałam szybko kod do bloku i wjechałam windą na ósme piętro. Stanęłam przed drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem. Nikt nie otwierał, zapukałam. Nadal nic. Nie mogłam do niej zadzwonić, mój telefon...Nie wiem gdzie jest usiadłam pod ścianą i zaczęłam płakać nie wiem kiedy, usnęłam.

***
Obudził mnie znajomy mi głos.
- Amela! Amela! Hej mała! - zawołała Małgosia. - Bożeeee co się stało?
- Wiesz... - zaczęłam
- Nie poczekaj. Wejdźmy do środka. - weszłyśmy - Siadaj i mów.
- Więc tak...
- Nie poczekaj, zrobie coś do picia. - poszła do kuchni - no dobra mów, będę słyszała...
- No bo...
- Nie czekaj nie słyszę...chwila
- Chcesz się dowiedzieć czy nie? - zapytałam poddenerwowana
- Tak...Już idę...Spokojnie. - usiadła obok mnie - No to mów.
- Bo..bo..ja...
- Czekaj głodna jestem - wstała i zaczęła iść w stronę kuchni.
- Zostałabym zgwałcona!!! - nie wytrzymałam.
- Co?! - Gośka stanęła w progu w bezruchu. Podeszła do mnie, a ja już miałam łzy w oczach. Przytuliła mnie. Wypytywała mnie co i jak, a ja tyle ile wiedziałam, tyle powiedziałam.
- Przepraszam, ale mogłabyś odwieźć mnie do domu? - zapytałam
- Jasne, nie ma problemu. - i pojechałyśmy. Weszłam do mieszkania, Marcela nie było. Miałam nadzieję, że nie wróci na noc. Chciałam pobyć sama. Nie mam zamiaru płakać z tego co się mogło stać. Mogło, ale nie stało. Nie będę przecież przez to prowadziła innego trybu życia tak? Bezsensu. Zrobiłam sobie popcorn usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać komedię romantyczną, która się właśnie zaczynała. Przez to, że oglądałam ją tyle razu zaczęłam drzemać.
Obudził mnie dopiero dźwięk zamykanych drzwi do łazienki. Wstałam, przetarłam oczy i zobaczyłam Marcela w samych bokserkach wchodzącego do sypialni, zamykającym za sobą drzwi. Skoro poszedł spać, a mnie nie przeniósł do sypialni, to albo mnie nie widział, albo jest obrażony. Ale za co? Przecież ja nic nie zrobiłam tak? To ja powinnam się zdenerwować, że nie wspierał mnie wtedy, tylko wolał kłócić się z Wojtkiem. Postanowiłam, że z nim porozmawiam. Stanęłam przed drzwiami do sypialni i zawahałam się. A co jeśli już śpi? Mam go obudzić? Ale co ja w ogóle chce mu powiedzieć? Dotknęłam klamki. Nie! Nie idę, po co. Ja nic nie zrobiłam, ale...smutno mi, że nie leży obok mnie. Ale...nie tam nie idę. Kiedy chciałam wrócić i położyć się na kanapę w salonie usłyszałam dziwne dźwięki z sypialni. Nie myśląc co robię otworzyłam drzwi do sypialni.
- Zuzka?! - zapytałam zszokowana? Zuzka to młodsza siostra Małgośki - Co Ty ku*wa tutaj robisz?
- Amelia? - zapytał głupio Marcel.
- Nie! Rihanna...
- Bo to nie tak Amela...
- Nie tak? To ku*wa jak?! - najgorszy dzień w moim życiu....
- No bo...Pijany...
- Nienawidzę Cie! Koniec z nami. - wybiegłam z sypialni.
- Amelia! Nie proszę...! - nie słyszałam co powiedział dalej.
Nie wiedziałam gdzie mam się podziać. Małgosia wyjechała gdzieś z Alanem, rodzinę mam w Olsztynie...Nie wiedziałam gdzie mam jechać. W końcu postanowiłam pojechać do Wojtka. Stanęłam przed blokiem i zaczęłam się zastanawiać... Przecież on może mieć żonę...Wtedy wyjdzie, że jestem jego kochanką, albo coś...Nie nie mogę do niego iść. Dobra zadzwonię w razie powiem że to pomyłka.
- Halo? - powiedział zaspany Wojtek
- Cześć Wojtek, tu Amela. Masz żonę?
- Nie?
- O...to mogę wejść?
- Y..Jasne. Chodź
Weszłam na górę.
- Mam taką małą prośbę, mogłabym tu dzisiaj spać?
- Jasne, nie ma problemu, a coś się stało? - zapytał, choć widziałam, że go to w ogóle nie obchodziło...
- Dobra, nieważne...Nie będę się narzucać...Wcale się nie znamy...Narazie...- i wyszłam. Co ja sobie w ogóle wyobrażam...Wojtek uratował mnie przed tym nieznajomym ale ...głupia jestem zbiegłam na dół i weszłam do taksówki, która mnie tu przywiozła i pojechałam to jakiegoś hotelu w centrum. Od razu położyłam się spać.
*Wojtek*
Obudził mnie sygnał domofonu. Wstałem i odebrałem.
- Halo? - zapytałem zaspany
- Cześć Wojtek, tu  Amela. Masz żone? - zdziwiłem się jej pytaniem.
- Nie? 
- O...to mogę wejść?
- Y...jasne chodź. - czekałem aż wjedzie windą. Podszedłem do lusterka i poprawiłem włosy. Nie wyglądałem najgorzej... Zaspane oczy, dobrze ułożone włosy i sportowe spodenki. Do domu weszła Amelka.
- Mam taką małą prośbę, mogłabym tu dzisiaj spać? - Zdziwiłem sie jej pytaniem, ale jednocześnie strasznie się ucieszyłem.
- Jasne, nie ma problemu, a coś się stało? - i akurat wtedy zachciało mi się ziewać. 
- Dobra, nieważne... Nie będę się narzucać... Wcale się nie znamy...Narazie - i wyszła
- Cholera! - uderzyłem pięścią w ścianę. Na prawdę mina niej zależy...I co z tego, że znamy się tylko dzień...Ale to...nie...miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje...Ja to wiem...
*Amelia*
Rano wiedziałam, że muszę się gdzieś zatrzymać, ale skoro wszyscy mają mnie w dupie, Gośka wyjechała, a w Warszawie nie mam więcej znajomych, nie pozostało mi nic innego, jak na jakiś czas wrócić do rodziców do Olsztyna. Szybko się ogarnęłam i pojechałam do mieszkania Marcela, by zabrać ze sobą trochę ciuchów. Nie było go w domu weszłam, i wyjęłam małą walizkę z szafy i zaczęłam się pakować. Wzięłam ciuchy najpotrzebniejsze...Takie, które przydadzą mi się na wiosenną pogodę. Postanowiłam, że nie będę mówiła rodzicom, o tym co mogło stać się w klubie. Zawsze mówili, że za dużo imprezuje, a nie chciałabym przyznawać im racji. Wychodząc, weszła do kuchni i nalałam sobie do szklanki sok pomarańczowy. Był bardzo dobry...Skoro Marcel go nie lubi...E tam. I wpakowałam resztę soku do torebki. Na stole zauważyłam karteczkę od Marcela. "Odebrałem samochód spod klubu, dorobiłem kluczyki. Na pewno Ci się przyda. Pewnie nie chcesz mnie znać. Przepraszam. Ale pamiętaj, że Cie kocham. -Marcel" - łza spłynęła mi po policzku. nie! Koniec płakania...Koniec użalania się nad sobą. Nowe życie...Może w innym mieście? Pożyjemy, zobaczymy. Wzięłam kluczyki od samochodu i wrzuciłam je do torby. Także zostawiłam wiadomość dla Marcela "Dzięki, klucze zostawiam pod wycieraczką" Wyszłam, zamknęłam drzwi i odłożyłam klucze tam gdzie napisałam Marcelowi. Zeszłam na dół i otworzyłam bagażnik, wrzuciłam torbę i usiadłam na miejscu kierowcy. Wyjęłam kluczyki i odpaliłam samochód. Kiedy miałam ruszać, zauważyłam Marcela wchodzącego do mieszkania w objęciu Zuzy. 
- Jaki drań! - zaczęłam krzyczeć.
Jasne...kocha mnie...ona to pomyłka...był pijany... Ahgh!!!!! Ciekawe jak długo mnie zdradzał...Nienawidzę go! Ale nie będę już o tym myśleć. Wytarłam nos i oczy, uśmiechnęłam się i wyjechałam na główną ulicę i pojechałam w stronę Olsztyna. Cieszę się, że mam ten samochód, nie muszę tłuc się pociągami i autobusami.
*210km później*
W niedzielne południe, nie było dużo ludzi na drodze, więc w miarę szybko dojechałam do rodziców. Zaparkowałam przed domem, wyjęłam torbę z bagażnika i stanęłam przed drzwiami. Zapukałam.
- Amelia? Co Ty tu robisz Kochanie?
- A może jakieś "cześć".
- Oczywiście "cześć". - przytuliłam mamę.
- A więc co tu robisz? - zapytała
- Nie mogłam was, po prostu odwiedzić? - uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że mogłaś. Pomożesz mi przy obiedzie? - zapytała ponownie.
- Jasne, tylko zaniosę torbę to siebie. - i poszłam zanieść torbę. Uwielbiam ten pokój. Beżowe ściany, jasne panele, brązowy włochaty dywan, to ogromnie białe łóżko i szafa z ogromnym lustrem po środku i oczywiście naścienne akwarium. Odłożyłam torbę i zeszłam na dół do mamy.
- To co dziś na obiad.? - zapytałam uśmiechnięta siadając na wysokim krześle.
- Rosół i kurczak.
- O...wiedziałam, kiedy przyjechać - zaczęłyśmy się z mamą śmiać.
- A właśnie, dlaczego przyjechałaś sama? bez Marcela. I zgodziłaś się w końcu na te jego oświadczyny.?
- Mamo..bo...nie jestem już z Marcelem
- Co? - mama krzyknęła z przerażenia
- Bo on mnie zdradził. - spuściłam głowę.
- Jak to? Moja maleńka - mama mnie przytuliła.
- Nie! - mam patrzyła na mnie zdziwiona - Nie chce, aby ktoś się nade mną użalał. Stało się, trudno. Życie toczy się dalej. Uśmiech i do przodu.
- Moja dzielna córeczka. - mam uśmiechnęła się do mnie. - To co zrobisz mi mizerie? -zaśmiała się
- Jasne - dlatego kocham moją mamę.

sobota, 28 grudnia 2013

#1

  Piątek, po południu. Siedziałam przy stoliku w Galerii Mokotów i czekałam, aż Marcel przyniesie mi sałatkę i kawę. Dlaczego ostatnio wogóle się nie wysypiam? Nie wiem...Przez to pije kilka kaw dziennie...
- Proszę, oto Twoje zamówienie słońce.
- Dzięki Misiek. - uśmiechnęłam się
- Czy coś jeszcze musisz sobie kupić?
- Wiesz... - zaczęłam się zastanawiać. - brakuje mi chyba jeszcze czarnych szpilek na platformie...
- Okej...To jedz i zaraz lecimy - ścisnął moją dłoń i uśmiechnął się.
Z Marcelem jestem już od ponad pięciu lat. Poznaliśmy się w liceum, w wieku 17 lat. Prawie sześcioletni staż naszego związku to na prawdę długo, ale mam dopiero 23 lata, a Marcel już od roku naciska na ślub.
A według mnie to jeszcze nie jest ten czas... Nie, że go nie kocham..Kocham bardzo...Po prostu jestem jeszcze młoda, mam ochotę się bawić szaleć, nie chcę narazie tego stresu, który towarzyszy przed ślubem...Zaraz pewnie by chciał abym zaszła w ciąże...Cały czas mnie namawia...Mówi mi, że nadal będę mogła bawić się w klubach itp. itd. On po prostu chce mieć pewność, że nie zdradzę go na jakiejś imprezie kiedy przesadzę z alkoholem, a czasem mi się to zdarza...Ale powinien mi ufać...Robię różne głupoty jak tańczenie na barze, ale nigdy bym go nie zdradziła... Tego jestem pewna...
   Zjadłam i razem z Marcelem wybraliśmy się do sklepu bo buty dla mnie. W wieku 20 lat odziedziczył firmę po swoim ojcu, który ciężko zachorował i dzięki temu stał się milionerem... Nie powiem, że mi to nie odpowiada, bo jestem takim oczkiem w jego głowie, który może wszystko, ale nie zależy mi na jego fortunie... Kupiliśmy te buty, które chciałam i wróciliśmy do domu. Od razu rzuciłam się na łóżko, byłam strasznie zmęczona...
- Amela?
- Nom?
- Może poszlibyśmy dziś do kina? Piątek wieczór, a wiesz, że za tydzień mogę się nie wyrwać z firmy... - zaproponował Marcel.
- Jestem zmęczona Misiek, może obejrzymy coś z wyporzyczalni online? Hę?
- Skoro tak wolisz to oczywiście - uśmiechnął się i usiadł obok mnie.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytałam z uśmiechem.
- Bo mam szczęście, że mam taką cudowną dziewczynę. - złapał mnie za rękę. A ja uśmiechnęłam się i usiadłam na przeciwko niego.
- Kocham Cię tak bardzo - powiedziałam i pocałowałam go namiętnie przewracając się na łóżko.
- Ja ciebie też. Amelia...
- Tak?
- Może to jest dobry czas abyśmy się pobrali?
- Misiek, czy Ty nie rozumiesz, że nie chcę narazie tego ślubu...tego stresu...
- Wiesz, że mogę zatrudnić ludzi, aby zajęli sie tym wszystkim, a Ty będziesz musiała tylko przymierzyć suknię...
- Wiem, ale...
- Masz kogoś...! - wykrzyknął stając na równe nogi.
- Słucham?! - zapytałam oszołomiona.
- ...dlatego nie chcesz tego ślubu...
- Co?! Jak możesz obwiniać mnie o coś takiego?! - krzyczałam, a łzy spływały mi po policzkach.
- Skarbie...przeprasz...Z nerwów...Miśka!
- Zostaw mnie!!! - i wybiegłam
- Ku*wa!
Wybiegłam przed blok, biorąc ze sobą tylko torebkę. Miałam w niej kluczyki do auta i portfel z 300 złotymi. Jak zawsze, kiedy miałam doła, a w ostatnim czasie bardzo rzadko, pojechałam do klubu w centrum. Zaparkowałam pod budynkiem i weszłam do środka. W piątkowy wieczór było tu multum ludzi. Od razu weszłam do łazienki i poprawiłam makijaż. Byłam ubrana w czerwoną sukienkę i czarne szpilki, więc wyglądałam odpowiednio do otoczenia. Rozczesałam też włosy, spojrzałam na siebie i uśmiechnęłam się, płacząc w środku. Ale jak to mówi moja mama "Żaden facet nie jest wart łez kobiety". Wyszłam z łazienki i zaczęłam iść w kierunku baru. Usiadłam na wolnym stołku.
- Słucham? - zapytał kelner
- Whisky z colą.
- Już.
Kelner podał mi drinka i spoglądając na tłum tańczących ludzi, w poszukiwaniu kogoś znajomego piłam. Niestety nikogo znajomego nie znalazłam. Piłam jednego drinka za drugim.
- No cześć. - powiedział nieznajomy
- Znamy się? - zapytałam jeszcze przytomna.
- Nie, ale możemy to zmienić.
- Dzięki, ale nie...
- Jesteś sama? - zapytał
- Tak, ale nie powinno Cię to interesować. - odparłam
- Może i nie, ale w takie dni jak dziś może się kręcić sporo ludzi, którzy tylko czekają, aby zgwałcić młode, piękne dziewczyny...dlatego uważaj...
- pf..nie martw się poradzę sobie. Kelner jeszcze raz!
Wypiłam jeszcze chyba 2 drinki, kiedy poczułam sie nie dobrze i chciałam iść do łazienki. Przechodząc przez tłum upadłam na podłogę. Nie byłam wstanie się podnieść. Słyszałam tylko głosy ludzi....
- Co z nią?
- Pewnie za dużo wypiła.
- Dzwonić po pogotowie?
- Jest ktoś ze znajomych?
- Odsuńcie się...To moja przyjaciółka...- ktoś mnie podniósł...Ten głos był mi znajomy. Wiem! To ten facet, który podszedł do mnie przy barze. Miałam oczy zamknięte, ale cały czas byłam przytomna. Ktoś wyniósł mnie na dwór, bo poczułam na skórze lekki powiew wiatru. Położył na trawie. Odszedł na chwilę, ale za chwilę zaraz wrócił. Kucnął przy mnie. Złapał mnie za ramiona, chyba chciał się upewnić, że byłam bezbronna...Czułam się coraz gorzej...Powoli traciłam przytomność. Jego ręce złapały mnie za dłonie i za chwilę za nogi. I znowu odszedł. Za chwilę był spowrotem, miał coś ostrego w ręku, czym przeciął moje rajstopy i zerwał mi je z nóg. Podniósł mnie, zaniósł jeszcze kawałek i oparł o drzewo. Jego ręce znalazły się na moich łydkach, za chwilę na kolanach i udach. Czułam jak zdejmuje ze mnie sukienke i za chwilę bieliznę. Czułam jego wzrok na sobie...Chciałam uciekać, ale nie mogłam. Wtedy zadzwonił mój telefon, facet krzyknął z przerażenia, złapał go i wrzucił do stawu, znajdującego się kilkaset metrów za mną. Przysunął się do mnie. Czułam się, jakbym za chwilę miała umrzeć. Czułam jak obejmuje mnie w pasie, ściska za pośladki. Przyłożył mi coś do nosa...Miało wstrętny zapach, chyba miało mnie to do końca pogrążyć...Przynajmniej na jakiś czas. Poczułam jego usta na swoich częściach ciała, kiedy usłyszałam czyjś głos.
- Zostaw ją! - ktoś odepchnął nieznajomego ode mnie, podniósł mnie, okrył w jakiś materiał i straciłam przytomność.

***
   Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Usiadłam i przetarłam oczy, i odgarnęłam włosy z twarzy. Siedziałam chwilę bezczynnie na łóżku kiedy mnie olśniło. Gdzie ja ku*wa jestem?! Zerwałam się i rozejrzałam po pokoju, wszędzie było mnóstwo zdjęć jakiegoś faceta z sześcioma innymi. Usiadłam na łóżku zastanawiając się co ja tutaj robie...Miałam na sobie jakąś koszulkę i spodenki, byłam bez bielizny..Czy ja zdradziłam Marcela? nie to niemożliwe...Nic nie pamiętam..Ile ja wypiłam? Nawet nie kojarzę żadnego z tych siedmiu facetów.
- Ku*wa, gdzie ja wylądowałam u jakichś 7 biseksualistów? ku*wa! Siedmiu na raz?! - szepnęłam
Złapałam się za głowę. Wtedy ktoś wszedł do pokoju.
- Cześć. Jakieś śniadanie? - zapytał?
- Hej? Jasne, ale czy pomiędzy nami cos zaszło. Co ja tu robie?
- Tak myślałem, że nie będziesz nic pamiętać. I nie do niczego nie doszło.
- Nie? To co ja tutaj robię?
- Chodź, wytłumaczę Ci przy śniadaniu.
Usiadłam w kuchni przy stole, ktoś miał na prawdę ładne mieszkanie.
- A wogóle jestem Wojtek, a Ty?
- Amelia
- Hmm..Ładnie. - dodał
- Możesz mi powiedzieć, co tu robię?
- Jasne. Więc tak. Siedziałem sobie z kumplem w barze w centrum. Kiedy Ty tam weszłaś. Byłaś cała zapłakana, ale piękna i zainteresowałem się Tobą. Poszłaś do łazienki, a potem usiadłaś przy barze. Musiało się coś stać bo cały czas piłaś. - i wtedy przypomniałam sobie, moją ostatnią kłótnię z Marcelem. - Chciałem podejść, zagadać, ale ktoś mnie uprzedził, więc usiadłem niedaleko, przysłuchując się. Ostrzegał Cię ktoś przed jakimiś gwałcicielami...
- Tak...to jeszcze pamiętam.
- Wydarłaś się na niego, ale on zdążył Ci coś dolać do szklanki i odszedł. Wróciłem do kumpla i cały czas Cię obserwowałem, a Ty cały czas byłaś przytomna, więc myślałem, że to coś nie zadziałało. Kiedy wszyscy stanęli, a muzyka ucichła wiedziałem, że coś Ci się stało. Stanąłem na stole i zobaczyłem, że ten facet Cie wynosi, więc wybiegłem za nim, ale nie mogłem was znaleźć i w ostatniej chwili, odepchnąłem go bo tak to by...
- Zgwałcił mnie?
- Tak.
- Ja nic nie pamiętam..
- Dlatego, że czegoś Ci dodał do drinka.
- Boooże...Ja dziękuję CI bardzo..Na prawdę, gdyby nie Ty to...
- Drobiazg.
- Ale czemu jestem tu?
- Zostawiłaś torebkę przy barze, a ktoś skorzystał z sytuacji i zwinął Ci ją, nie wiedziałem do kogo mam zadzwonić by Cie zabrał, gdzie mam Cie odwieźć, więc zawiozłem Cię to siebie z myślą, że rano Ci wszystko wytłumaczę..
- Boooże...Wojtek nie wiem jak Ci dziękować.
- Na prawdę drobiazg.
Zadzwoniłam do Marcela, który był zdenerwowany. Za 10 min był już u Wojtka.
- Co Ty tu ku*wa robisz? Wiedziałem, że mnie zdradzasz!!!
- Co nie!
- E..Słuchaj! jesteś u mnie, więc się zachowuj tak? Twoja dziewczyna została by przez Ciebie zgwałcona!
- Co?! - zapytał Marcel
- Nie wiem, co jej zrobiłeś, ale w klubie ktoś się do niej dobierał i gdyby nie ja to...
Oparłam się o ścianę, zsunęłam na podłogę, podciągnęłam nogi pod brodę i zaczęłam płakać.
____________________________________________________________
Za wszelkie błędy przepraszam ^^

Wstęp ! :P

Jestem Natalia ;) Raczej nie ma czegoś, z czego możecie mnie kojarzyć...Chyba że ze strony Jaram się Afromental, jak Tomson koszykówką, jako Afroludek, ale raczej mało się udzielam ^^ Jestę Afroludź , Directioner, Kwiatanators, Damianators ^^

Opowiadanie będzie o Afromental, a tak dokadniej o Tomsonie i Łozie, czasem będą pojawiać się inni członkowie zespołu. Główna bohaterka to Amelia, a jej najlepsza przyjaciółka to Małgosia, o których będzie owe to opowiadanie ^^ Mam nadzieję, ze nie będzie takie złe. ;)

Jeśli chcecie poznać inną historię, tych dwóch przyjaciółek zapraszam na bloga:
http://opowiadanie-o-afro.blogspot.com/ ! ^^