***
- Amela! Amela! Hej mała! - zawołała Małgosia. - Bożeeee co się stało?
Obudził mnie znajomy mi głos.
- Wiesz... - zaczęłam
- Nie poczekaj. Wejdźmy do środka. - weszłyśmy - Siadaj i mów.
- Więc tak...
- Nie poczekaj, zrobie coś do picia. - poszła do kuchni - no dobra mów, będę słyszała...
- No bo...
- Nie czekaj nie słyszę...chwila
- Chcesz się dowiedzieć czy nie? - zapytałam poddenerwowana
- Tak...Już idę...Spokojnie. - usiadła obok mnie - No to mów.
- Bo..bo..ja...
- Czekaj głodna jestem - wstała i zaczęła iść w stronę kuchni.
- Zostałabym zgwałcona!!! - nie wytrzymałam.
- Co?! - Gośka stanęła w progu w bezruchu. Podeszła do mnie, a ja już miałam łzy w oczach. Przytuliła mnie. Wypytywała mnie co i jak, a ja tyle ile wiedziałam, tyle powiedziałam.
- Przepraszam, ale mogłabyś odwieźć mnie do domu? - zapytałam
- Jasne, nie ma problemu. - i pojechałyśmy. Weszłam do mieszkania, Marcela nie było. Miałam nadzieję, że nie wróci na noc. Chciałam pobyć sama. Nie mam zamiaru płakać z tego co się mogło stać. Mogło, ale nie stało. Nie będę przecież przez to prowadziła innego trybu życia tak? Bezsensu. Zrobiłam sobie popcorn usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać komedię romantyczną, która się właśnie zaczynała. Przez to, że oglądałam ją tyle razu zaczęłam drzemać.
Obudził mnie dopiero dźwięk zamykanych drzwi do łazienki. Wstałam, przetarłam oczy i zobaczyłam Marcela w samych bokserkach wchodzącego do sypialni, zamykającym za sobą drzwi. Skoro poszedł spać, a mnie nie przeniósł do sypialni, to albo mnie nie widział, albo jest obrażony. Ale za co? Przecież ja nic nie zrobiłam tak? To ja powinnam się zdenerwować, że nie wspierał mnie wtedy, tylko wolał kłócić się z Wojtkiem. Postanowiłam, że z nim porozmawiam. Stanęłam przed drzwiami do sypialni i zawahałam się. A co jeśli już śpi? Mam go obudzić? Ale co ja w ogóle chce mu powiedzieć? Dotknęłam klamki. Nie! Nie idę, po co. Ja nic nie zrobiłam, ale...smutno mi, że nie leży obok mnie. Ale...nie tam nie idę. Kiedy chciałam wrócić i położyć się na kanapę w salonie usłyszałam dziwne dźwięki z sypialni. Nie myśląc co robię otworzyłam drzwi do sypialni.
- Zuzka?! - zapytałam zszokowana? Zuzka to młodsza siostra Małgośki - Co Ty ku*wa tutaj robisz?
- Amelia? - zapytał głupio Marcel.
- Nie! Rihanna...
- Bo to nie tak Amela...
- Nie tak? To ku*wa jak?! - najgorszy dzień w moim życiu....
- No bo...Pijany...
- Nienawidzę Cie! Koniec z nami. - wybiegłam z sypialni.
- Amelia! Nie proszę...! - nie słyszałam co powiedział dalej.
Nie wiedziałam gdzie mam się podziać. Małgosia wyjechała gdzieś z Alanem, rodzinę mam w Olsztynie...Nie wiedziałam gdzie mam jechać. W końcu postanowiłam pojechać do Wojtka. Stanęłam przed blokiem i zaczęłam się zastanawiać... Przecież on może mieć żonę...Wtedy wyjdzie, że jestem jego kochanką, albo coś...Nie nie mogę do niego iść. Dobra zadzwonię w razie powiem że to pomyłka.
- Halo? - powiedział zaspany Wojtek
- Cześć Wojtek, tu Amela. Masz żonę?
- Nie?
- O...to mogę wejść?
- Y..Jasne. Chodź
Weszłam na górę.
- Mam taką małą prośbę, mogłabym tu dzisiaj spać?
- Jasne, nie ma problemu, a coś się stało? - zapytał, choć widziałam, że go to w ogóle nie obchodziło...
- Dobra, nieważne...Nie będę się narzucać...Wcale się nie znamy...Narazie...- i wyszłam. Co ja sobie w ogóle wyobrażam...Wojtek uratował mnie przed tym nieznajomym ale ...głupia jestem zbiegłam na dół i weszłam do taksówki, która mnie tu przywiozła i pojechałam to jakiegoś hotelu w centrum. Od razu położyłam się spać.
*Wojtek*
Obudził mnie sygnał domofonu. Wstałem i odebrałem.
- Halo? - zapytałem zaspany
- Cześć Wojtek, tu Amela. Masz żone? - zdziwiłem się jej pytaniem.
- Nie?
- O...to mogę wejść?
- Y...jasne chodź. - czekałem aż wjedzie windą. Podszedłem do lusterka i poprawiłem włosy. Nie wyglądałem najgorzej... Zaspane oczy, dobrze ułożone włosy i sportowe spodenki. Do domu weszła Amelka.
- Mam taką małą prośbę, mogłabym tu dzisiaj spać? - Zdziwiłem sie jej pytaniem, ale jednocześnie strasznie się ucieszyłem.
- Jasne, nie ma problemu, a coś się stało? - i akurat wtedy zachciało mi się ziewać.
- Dobra, nieważne... Nie będę się narzucać... Wcale się nie znamy...Narazie - i wyszła
- Cholera! - uderzyłem pięścią w ścianę. Na prawdę mina niej zależy...I co z tego, że znamy się tylko dzień...Ale to...nie...miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje...Ja to wiem...
- Cholera! - uderzyłem pięścią w ścianę. Na prawdę mina niej zależy...I co z tego, że znamy się tylko dzień...Ale to...nie...miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje...Ja to wiem...
*Amelia*
Rano wiedziałam, że muszę się gdzieś zatrzymać, ale skoro wszyscy mają mnie w dupie, Gośka wyjechała, a w Warszawie nie mam więcej znajomych, nie pozostało mi nic innego, jak na jakiś czas wrócić do rodziców do Olsztyna. Szybko się ogarnęłam i pojechałam do mieszkania Marcela, by zabrać ze sobą trochę ciuchów. Nie było go w domu weszłam, i wyjęłam małą walizkę z szafy i zaczęłam się pakować. Wzięłam ciuchy najpotrzebniejsze...Takie, które przydadzą mi się na wiosenną pogodę. Postanowiłam, że nie będę mówiła rodzicom, o tym co mogło stać się w klubie. Zawsze mówili, że za dużo imprezuje, a nie chciałabym przyznawać im racji. Wychodząc, weszła do kuchni i nalałam sobie do szklanki sok pomarańczowy. Był bardzo dobry...Skoro Marcel go nie lubi...E tam. I wpakowałam resztę soku do torebki. Na stole zauważyłam karteczkę od Marcela. "Odebrałem samochód spod klubu, dorobiłem kluczyki. Na pewno Ci się przyda. Pewnie nie chcesz mnie znać. Przepraszam. Ale pamiętaj, że Cie kocham. -Marcel" - łza spłynęła mi po policzku. nie! Koniec płakania...Koniec użalania się nad sobą. Nowe życie...Może w innym mieście? Pożyjemy, zobaczymy. Wzięłam kluczyki od samochodu i wrzuciłam je do torby. Także zostawiłam wiadomość dla Marcela "Dzięki, klucze zostawiam pod wycieraczką" Wyszłam, zamknęłam drzwi i odłożyłam klucze tam gdzie napisałam Marcelowi. Zeszłam na dół i otworzyłam bagażnik, wrzuciłam torbę i usiadłam na miejscu kierowcy. Wyjęłam kluczyki i odpaliłam samochód. Kiedy miałam ruszać, zauważyłam Marcela wchodzącego do mieszkania w objęciu Zuzy.
- Jaki drań! - zaczęłam krzyczeć.
Jasne...kocha mnie...ona to pomyłka...był pijany... Ahgh!!!!! Ciekawe jak długo mnie zdradzał...Nienawidzę go! Ale nie będę już o tym myśleć. Wytarłam nos i oczy, uśmiechnęłam się i wyjechałam na główną ulicę i pojechałam w stronę Olsztyna. Cieszę się, że mam ten samochód, nie muszę tłuc się pociągami i autobusami.
*210km później*
W niedzielne południe, nie było dużo ludzi na drodze, więc w miarę szybko dojechałam do rodziców. Zaparkowałam przed domem, wyjęłam torbę z bagażnika i stanęłam przed drzwiami. Zapukałam.
- Amelia? Co Ty tu robisz Kochanie?
- A może jakieś "cześć".
- Oczywiście "cześć". - przytuliłam mamę.
- A więc co tu robisz? - zapytała
- Nie mogłam was, po prostu odwiedzić? - uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że mogłaś. Pomożesz mi przy obiedzie? - zapytała ponownie.
- Jasne, tylko zaniosę torbę to siebie. - i poszłam zanieść torbę. Uwielbiam ten pokój. Beżowe ściany, jasne panele, brązowy włochaty dywan, to ogromnie białe łóżko i szafa z ogromnym lustrem po środku i oczywiście naścienne akwarium. Odłożyłam torbę i zeszłam na dół do mamy.
- To co dziś na obiad.? - zapytałam uśmiechnięta siadając na wysokim krześle.
- Rosół i kurczak.
- O...wiedziałam, kiedy przyjechać - zaczęłyśmy się z mamą śmiać.
- A właśnie, dlaczego przyjechałaś sama? bez Marcela. I zgodziłaś się w końcu na te jego oświadczyny.?
- Mamo..bo...nie jestem już z Marcelem
- Co? - mama krzyknęła z przerażenia
- Bo on mnie zdradził. - spuściłam głowę.
- Jak to? Moja maleńka - mama mnie przytuliła.
- Nie! - mam patrzyła na mnie zdziwiona - Nie chce, aby ktoś się nade mną użalał. Stało się, trudno. Życie toczy się dalej. Uśmiech i do przodu.
- Moja dzielna córeczka. - mam uśmiechnęła się do mnie. - To co zrobisz mi mizerie? -zaśmiała się
- Jasne - dlatego kocham moją mamę.
- Jasne, tylko zaniosę torbę to siebie. - i poszłam zanieść torbę. Uwielbiam ten pokój. Beżowe ściany, jasne panele, brązowy włochaty dywan, to ogromnie białe łóżko i szafa z ogromnym lustrem po środku i oczywiście naścienne akwarium. Odłożyłam torbę i zeszłam na dół do mamy.
- To co dziś na obiad.? - zapytałam uśmiechnięta siadając na wysokim krześle.
- Rosół i kurczak.
- O...wiedziałam, kiedy przyjechać - zaczęłyśmy się z mamą śmiać.
- A właśnie, dlaczego przyjechałaś sama? bez Marcela. I zgodziłaś się w końcu na te jego oświadczyny.?
- Mamo..bo...nie jestem już z Marcelem
- Co? - mama krzyknęła z przerażenia
- Bo on mnie zdradził. - spuściłam głowę.
- Jak to? Moja maleńka - mama mnie przytuliła.
- Nie! - mam patrzyła na mnie zdziwiona - Nie chce, aby ktoś się nade mną użalał. Stało się, trudno. Życie toczy się dalej. Uśmiech i do przodu.
- Moja dzielna córeczka. - mam uśmiechnęła się do mnie. - To co zrobisz mi mizerie? -zaśmiała się
- Jasne - dlatego kocham moją mamę.