- Proszę, oto Twoje zamówienie słońce.
- Dzięki Misiek. - uśmiechnęłam się
- Czy coś jeszcze musisz sobie kupić?
- Wiesz... - zaczęłam się zastanawiać. - brakuje mi chyba jeszcze czarnych szpilek na platformie...
- Okej...To jedz i zaraz lecimy - ścisnął moją dłoń i uśmiechnął się.
Z Marcelem jestem już od ponad pięciu lat. Poznaliśmy się w liceum, w wieku 17 lat. Prawie sześcioletni staż naszego związku to na prawdę długo, ale mam dopiero 23 lata, a Marcel już od roku naciska na ślub.
A według mnie to jeszcze nie jest ten czas... Nie, że go nie kocham..Kocham bardzo...Po prostu jestem jeszcze młoda, mam ochotę się bawić szaleć, nie chcę narazie tego stresu, który towarzyszy przed ślubem...Zaraz pewnie by chciał abym zaszła w ciąże...Cały czas mnie namawia...Mówi mi, że nadal będę mogła bawić się w klubach itp. itd. On po prostu chce mieć pewność, że nie zdradzę go na jakiejś imprezie kiedy przesadzę z alkoholem, a czasem mi się to zdarza...Ale powinien mi ufać...Robię różne głupoty jak tańczenie na barze, ale nigdy bym go nie zdradziła... Tego jestem pewna...
Zjadłam i razem z Marcelem wybraliśmy się do sklepu bo buty dla mnie. W wieku 20 lat odziedziczył firmę po swoim ojcu, który ciężko zachorował i dzięki temu stał się milionerem... Nie powiem, że mi to nie odpowiada, bo jestem takim oczkiem w jego głowie, który może wszystko, ale nie zależy mi na jego fortunie... Kupiliśmy te buty, które chciałam i wróciliśmy do domu. Od razu rzuciłam się na łóżko, byłam strasznie zmęczona...
- Amela?
- Nom?
- Może poszlibyśmy dziś do kina? Piątek wieczór, a wiesz, że za tydzień mogę się nie wyrwać z firmy... - zaproponował Marcel.
- Jestem zmęczona Misiek, może obejrzymy coś z wyporzyczalni online? Hę?
- Skoro tak wolisz to oczywiście - uśmiechnął się i usiadł obok mnie.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytałam z uśmiechem.
- Bo mam szczęście, że mam taką cudowną dziewczynę. - złapał mnie za rękę. A ja uśmiechnęłam się i usiadłam na przeciwko niego.
- Kocham Cię tak bardzo - powiedziałam i pocałowałam go namiętnie przewracając się na łóżko.
- Ja ciebie też. Amelia...
- Tak?
- Może to jest dobry czas abyśmy się pobrali?
- Misiek, czy Ty nie rozumiesz, że nie chcę narazie tego ślubu...tego stresu...
- Wiesz, że mogę zatrudnić ludzi, aby zajęli sie tym wszystkim, a Ty będziesz musiała tylko przymierzyć suknię...
- Wiem, ale...
- Masz kogoś...! - wykrzyknął stając na równe nogi.
- Słucham?! - zapytałam oszołomiona.
- ...dlatego nie chcesz tego ślubu...
- Co?! Jak możesz obwiniać mnie o coś takiego?! - krzyczałam, a łzy spływały mi po policzkach.
- Skarbie...przeprasz...Z nerwów...Miśka!
- Zostaw mnie!!! - i wybiegłam
- Ku*wa!
Wybiegłam przed blok, biorąc ze sobą tylko torebkę. Miałam w niej kluczyki do auta i portfel z 300 złotymi. Jak zawsze, kiedy miałam doła, a w ostatnim czasie bardzo rzadko, pojechałam do klubu w centrum. Zaparkowałam pod budynkiem i weszłam do środka. W piątkowy wieczór było tu multum ludzi. Od razu weszłam do łazienki i poprawiłam makijaż. Byłam ubrana w czerwoną sukienkę i czarne szpilki, więc wyglądałam odpowiednio do otoczenia. Rozczesałam też włosy, spojrzałam na siebie i uśmiechnęłam się, płacząc w środku. Ale jak to mówi moja mama "Żaden facet nie jest wart łez kobiety". Wyszłam z łazienki i zaczęłam iść w kierunku baru. Usiadłam na wolnym stołku.
- Słucham? - zapytał kelner
- Whisky z colą.
- Już.
Kelner podał mi drinka i spoglądając na tłum tańczących ludzi, w poszukiwaniu kogoś znajomego piłam. Niestety nikogo znajomego nie znalazłam. Piłam jednego drinka za drugim.
- No cześć. - powiedział nieznajomy
- Znamy się? - zapytałam jeszcze przytomna.
- Nie, ale możemy to zmienić.
- Dzięki, ale nie...
- Jesteś sama? - zapytał
- Tak, ale nie powinno Cię to interesować. - odparłam
- Może i nie, ale w takie dni jak dziś może się kręcić sporo ludzi, którzy tylko czekają, aby zgwałcić młode, piękne dziewczyny...dlatego uważaj...
- pf..nie martw się poradzę sobie. Kelner jeszcze raz!
Wypiłam jeszcze chyba 2 drinki, kiedy poczułam sie nie dobrze i chciałam iść do łazienki. Przechodząc przez tłum upadłam na podłogę. Nie byłam wstanie się podnieść. Słyszałam tylko głosy ludzi....
- Co z nią?
- Pewnie za dużo wypiła.
- Dzwonić po pogotowie?
- Jest ktoś ze znajomych?
- Odsuńcie się...To moja przyjaciółka...- ktoś mnie podniósł...Ten głos był mi znajomy. Wiem! To ten facet, który podszedł do mnie przy barze. Miałam oczy zamknięte, ale cały czas byłam przytomna. Ktoś wyniósł mnie na dwór, bo poczułam na skórze lekki powiew wiatru. Położył na trawie. Odszedł na chwilę, ale za chwilę zaraz wrócił. Kucnął przy mnie. Złapał mnie za ramiona, chyba chciał się upewnić, że byłam bezbronna...Czułam się coraz gorzej...Powoli traciłam przytomność. Jego ręce złapały mnie za dłonie i za chwilę za nogi. I znowu odszedł. Za chwilę był spowrotem, miał coś ostrego w ręku, czym przeciął moje rajstopy i zerwał mi je z nóg. Podniósł mnie, zaniósł jeszcze kawałek i oparł o drzewo. Jego ręce znalazły się na moich łydkach, za chwilę na kolanach i udach. Czułam jak zdejmuje ze mnie sukienke i za chwilę bieliznę. Czułam jego wzrok na sobie...Chciałam uciekać, ale nie mogłam. Wtedy zadzwonił mój telefon, facet krzyknął z przerażenia, złapał go i wrzucił do stawu, znajdującego się kilkaset metrów za mną. Przysunął się do mnie. Czułam się, jakbym za chwilę miała umrzeć. Czułam jak obejmuje mnie w pasie, ściska za pośladki. Przyłożył mi coś do nosa...Miało wstrętny zapach, chyba miało mnie to do końca pogrążyć...Przynajmniej na jakiś czas. Poczułam jego usta na swoich częściach ciała, kiedy usłyszałam czyjś głos.
- Zostaw ją! - ktoś odepchnął nieznajomego ode mnie, podniósł mnie, okrył w jakiś materiał i straciłam przytomność.
***
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Usiadłam i przetarłam oczy, i odgarnęłam włosy z twarzy. Siedziałam chwilę bezczynnie na łóżku kiedy mnie olśniło. Gdzie ja ku*wa jestem?! Zerwałam się i rozejrzałam po pokoju, wszędzie było mnóstwo zdjęć jakiegoś faceta z sześcioma innymi. Usiadłam na łóżku zastanawiając się co ja tutaj robie...Miałam na sobie jakąś koszulkę i spodenki, byłam bez bielizny..Czy ja zdradziłam Marcela? nie to niemożliwe...Nic nie pamiętam..Ile ja wypiłam? Nawet nie kojarzę żadnego z tych siedmiu facetów.
- Ku*wa, gdzie ja wylądowałam u jakichś 7 biseksualistów? ku*wa! Siedmiu na raz?! - szepnęłam
Złapałam się za głowę. Wtedy ktoś wszedł do pokoju.
- Cześć. Jakieś śniadanie? - zapytał?
- Hej? Jasne, ale czy pomiędzy nami cos zaszło. Co ja tu robie?
- Tak myślałem, że nie będziesz nic pamiętać. I nie do niczego nie doszło.
- Nie? To co ja tutaj robię?
- Chodź, wytłumaczę Ci przy śniadaniu.
Usiadłam w kuchni przy stole, ktoś miał na prawdę ładne mieszkanie.
- A wogóle jestem Wojtek, a Ty?
- Amelia
- Hmm..Ładnie. - dodał
- Możesz mi powiedzieć, co tu robię?
- Jasne. Więc tak. Siedziałem sobie z kumplem w barze w centrum. Kiedy Ty tam weszłaś. Byłaś cała zapłakana, ale piękna i zainteresowałem się Tobą. Poszłaś do łazienki, a potem usiadłaś przy barze. Musiało się coś stać bo cały czas piłaś. - i wtedy przypomniałam sobie, moją ostatnią kłótnię z Marcelem. - Chciałem podejść, zagadać, ale ktoś mnie uprzedził, więc usiadłem niedaleko, przysłuchując się. Ostrzegał Cię ktoś przed jakimiś gwałcicielami...
- Tak...to jeszcze pamiętam.
- Wydarłaś się na niego, ale on zdążył Ci coś dolać do szklanki i odszedł. Wróciłem do kumpla i cały czas Cię obserwowałem, a Ty cały czas byłaś przytomna, więc myślałem, że to coś nie zadziałało. Kiedy wszyscy stanęli, a muzyka ucichła wiedziałem, że coś Ci się stało. Stanąłem na stole i zobaczyłem, że ten facet Cie wynosi, więc wybiegłem za nim, ale nie mogłem was znaleźć i w ostatniej chwili, odepchnąłem go bo tak to by...
- Zgwałcił mnie?
- Tak.
- Ja nic nie pamiętam..
- Dlatego, że czegoś Ci dodał do drinka.
- Boooże...Ja dziękuję CI bardzo..Na prawdę, gdyby nie Ty to...
- Drobiazg.
- Ale czemu jestem tu?
- Zostawiłaś torebkę przy barze, a ktoś skorzystał z sytuacji i zwinął Ci ją, nie wiedziałem do kogo mam zadzwonić by Cie zabrał, gdzie mam Cie odwieźć, więc zawiozłem Cię to siebie z myślą, że rano Ci wszystko wytłumaczę..
- Boooże...Wojtek nie wiem jak Ci dziękować.
- Na prawdę drobiazg.
Zadzwoniłam do Marcela, który był zdenerwowany. Za 10 min był już u Wojtka.
- Co Ty tu ku*wa robisz? Wiedziałem, że mnie zdradzasz!!!
- Co nie!
- E..Słuchaj! jesteś u mnie, więc się zachowuj tak? Twoja dziewczyna została by przez Ciebie zgwałcona!
- Co?! - zapytał Marcel
- Nie wiem, co jej zrobiłeś, ale w klubie ktoś się do niej dobierał i gdyby nie ja to...
Oparłam się o ścianę, zsunęłam na podłogę, podciągnęłam nogi pod brodę i zaczęłam płakać.
____________________________________________________________
Za wszelkie błędy przepraszam ^^
____________________________________________________________
Za wszelkie błędy przepraszam ^^
SUPER DAWAJ DALEJ
OdpowiedzUsuńDziękuję ^^
UsuńFajnie się zapowiada, czekam na kolejny :D
OdpowiedzUsuńxD Ty..Ty...robiejko nadzieji!!! ♥
UsuńChce kolejny *.*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ^.^ Już czytam kolejny :3
OdpowiedzUsuń